Spotkanie z filozofem. Postęp

                 Jeżeli ktoś do zabijania używa miecza, a ktoś inny już pocisku samosterującego, to czy jest to
                 postęp?

                                                                                                                         Marek Szulakiewicz

           Czy intensywny rozwój nauki, techniki, przemysłu, komunikacji, medycyny oraz innych dziedzin, mających realny wpływ na jakość i długość naszego życia, czyni nas ludźmi szczęśliwszymi, a nade wszystko moralnie lepszymi od tych, którzy żyli przed nami  100, 1000 czy nawet 10000 lat temu?
Czy niezachwiana wiara w postęp cywilizacyjny, technologiczny jest źródłem dobrego samopoczucia człowieka żyjącego u progu XXI wieku, przekonanego o tym, że jest tylko kwestią czasu ujarzmienie nieuleczalnych chorób, żywiołów natury czy kolonizacja kosmosu? Warto jednak najpierw zadać sobie pytanie: czy w ogóle istnieje coś takiego jak „postęp”? Może jest on wytworem naszego intelektu, historiozoficzną iluzją karmiącą naszą pychę, arogancję i naiwność?
             Kiedy 16 lipca 1969 roku moduł Apollo 11 lądował na Księżycu, by zaraz potem Neil Armstrong - jako pierwszy człowiek – mógł postawić stopę na Srebrnym Globie, dysponował komputerem, którego moc obliczeniowa porównywalna była z dzisiejszymi kalkulatorami graficznymi (dla przypomnienia: pamięć stała miała pojemność 74 kB, pamięć kasowalna (dzisiejszy RAM) – 4 kB,
a jednostka obliczeniowa pracowała z częstotliwością 2,048 MHz). Tymczasem amerykańscy inżynierowie i technicy NASA koordynujący  lot i bezpieczne lądowanie dysponowali systemem komputerowym typu Mainframe zajmującym ogromną, klimatyzowaną powierzchnię i wykonującym ok. 330 mln działań matematycznych na minutę. Dziś najszybszy komputer (Tianhe-2) osiąga 33 biliardy operacji na sekundę. W świetle powyższego nasuwać się musi smutna refleksja: jaka jest jakość zmian na gruncie technologii kosmicznych w ciągu ostatniego półwiecza, skoro z jednej strony powstają superkomputery o trudnych do wyobrażenia mocach przeliczeniowych, z drugiej zaś - każdej współczesnej wyprawie w kosmos towarzyszy lęk uczestników oraz wątpliwości wielu zainteresowanych ludzi, czy w ogóle uda się bezpiecznie wystartować, nie mówiąc już o bezpiecznym sprowadzeniu kosmonautów na Ziemię. Czy o postępie w tej dziedzinie nauki w ogóle można mówić?
                W ciągu ostatnich pięciuset lat średnia długość życia mieszkańców Europy wydłużyła się niemal dwuipółkrotnie (wpływ na to miało wiele czynników, m. in.: poprawa warunków życia, rozwój medycyny, wprowadzenie profilaktycznych szczepień eliminujących groźne choroby, zmiana upodobań kulinarnych, zmiana stylu życia – wyższy poziom higieny). To zauważalna, ilościowa zmiana, ale czy jakościowa? Wielu ludzi dożywa sędziwego wieku (nawet 90 lat, a rekordziści – 120), jednak ostatnie dziesięcio- , dwudziesto -, czy nawet trzydziestolecie jest prawdziwą drogą przez mękę: zniedołężnienie, permanentny ból, częstokroć brak społecznej akceptacji i tolerancji dla starości, a do tego samotność –  na którą nie ma żadnego leku. To wszystko każe się zastanawiać, 
czy o taki „postęp” chodzi?
             Podobnych analogii można by snuć jeszcze wiele, dlatego o rozwianie wątpliwości poprosiliśmy znawcę problematyki idei postępu – Pana doktora Piotra Wasyluka z Instytutu Filozofii Uniwersytetu Warmińsko – Mazurskiego w Olsztynie, który odwiedził nas 14 kwietnia 2016r.
Na wykład przybyło ok. 110 uczniów klas humanistycznych oraz uczęszczających na zajęcia z etyki. W jego trakcie dowiedzieliśmy się o początkach filozoficznej idei postępu, sięgających twórczości francuskich encyklopedystów (Voltaire, N. de Condorcet, A.R.J. Turgot), jej kumulatywnym charakterze, prawidłowościach historiozoficznych umożliwiających stawianie prognoz i wyciąganie  wniosków dotyczących przyszłych losów człowieka i świata. Prowadzący, w jasny i klarowny sposób, przedstawił ewolucję idei postępu, uświadamiając różnicę między zmianą (zmiana może być na lepsze i gorsze) – rozwojem (ukierunkowaną zmianą) a postępem (ukierunkowanym rozwojem
o dodatnim bilansie), uświadamiając, że w tym sensie postęp staje się pojęciem normatywnym określającym pewną pozytywną wartość.  Z drugiej strony rzekomy postęp okupiony bywa cierpieniem i różnego rodzaju tragediami, nieszczęściami, jak w XIX wieku, kiedy gwałtownemu rozwojowi biologii, medycyny, fizyki towarzyszyło rozkwitanie rasizmów, szowinizmów, ksenofobii (uzasadnianych właśnie dzięki rozwojowi tych nauk) [szerzej zob. J. Jedlicki Świat zwyrodniały. Lęki i wyroki krytyków nowoczesności, Sic!, Warszawa 2000].
Uczniowie dowiedzieli się m.in., że (filozoficzna) idea postępupostęp naukowy czy postęp techniczny (technologiczny) to róże kwestie. Myślenie o postępie prowadzącym nas do doskonałości, do ideału, do powszechnego szczęścia – jest fenomenem współczesności – i wydaje się  być myśleniem życzeniowym (co nie oznacza, że tak nie powinniśmy myśleć i do ideału zmierzać), graniczącym z myśleniem utopijnym.
             Spotkanie z Filozofem było też okazją dla uczniów do zadania pytań dotyczących współczesnych problemów tego świata, takich jak: emigracja, tolerancja, „społeczeństwo otwarte”. Poruszono więc problemy społeczeństwa obywatelskiego, sprawiedliwego ustroju czy państwa prawa.
            Na zakończenie myśl z najnowszej książki* prof. Marka Szulakiewicza (którą polecamy wszystkim jako „zachętę do filozofowania”): „Lepsze” w kontekście duchowym nie oznacza również „lepsze” w kontekście technicznym. (…) Przyrost bogactwa niekoniecznie oznacza postęp. A wierność swoim wartościom może taki postęp oznaczać. Warto zatem czasem nie nadążać za światem, jeśli pędzi on w otchłań bezsensu i nicości. Ale trzeba mieć dużo odwagi, aby w takiej sytuacji „pozostać
w tyle”. I to wcale nie będzie „zacofanie”. Lecz jak najbardziej postęp.

                                                                                                                Jerzy Rudź

 

*M. Szulakiewicz, Filozofia na co dzień. 365 dni z filozofią, Wydawnictwo Naukowe UMK, Toruń 2015, s. 323.

 



Galeria